Artykuł z czasopisma "Magazyn Autostrady" 4/2004
Zbigniew Bukowski
Stabilizacja podłoża lub podbudowy i co dalej?
Zastabilizowana warstwa gruntu to błogosławieństwo czy przekleństwo?
Coraz popularniejsza stabilizacja gruntów w ramach budowy nowych nawierzchni niesie ze sobą pewne konsekwencje. Pozytywne, gdy jest zastosowana w sposób przemyślany i właściwy lub negatywne, gdy jej zaprojektowanie i wykonanie nie w pełni zrealizowao w powiązaniu z przyjętą konstrukcją nawierzchni i najbliższym otoczeniem.
Znane od wielu lat stabilizacje gruntów z użyciem cementu, wapna lub popiołów były i są stosowane z założenia jako warstwy wzmacniające słabonośne podłoża. Wykonywane najczęściej sprzętem rolniczym (!), mające grubość 10-15 cm, tylko teoretycznie spełniały swe zadania, gdyż zwykle poprzez przykrywanie dalszymi warstwami konstrukcji nawierzchni były niszczone i pozostawało po nich wspomnienie. Trwałości takich stabilizacji w terenie nikt właściwie nie sprawdzał, bo jak i po co, jeżeli przykryły ją 60±100 cm warstwy innych materiałów. Tylko w laboratoriach drogowych zachowane wyniki badań pobranych próbek mieszanki satysfakcjonowały wszystkich zainteresowanych.Niestety do dziś pokutuje jeszcze takie traktowanie wzmacniania istniejących gruntów poprzez stabilizację spoiwami hydraulicznymi. Opisy techniczne wykonania stabilizacji albo są enigmatycznie skąpe lub przeciwnie są rozbudowane aż do znudzenia przez przepisywanie archaicznych norm. Ten drugi przypadek występuje najczęściej w opisach załączonych do projektów realizowanych w ramach zamówień publicznych np. programu SAPARD. Tworzone są kosztowne stosy makulatury, której tak naprawdę nikt nie czyta, nie przestrzega, wszyscy postępują według własnego uznania. Nie patrząc na zmienność gruntów na trasie drogi wykonawca stosuje do stabilizacji np. standardowo 6-8 % (wagowo) lub mniej cementu i jest spokojny, bo ma podkładkę w postaci polskiej normy.
Wykonane badania nośności płytą VSS i ewentualne badania próbek w laboratorium potwierdzają na ogół dobrze wykonaną stabilizację. Oczywiście stan dobry na dzień odbioru robót (!). Nasuwa się wątpliwość czy taki stan będzie zachowany dłużej. Utworzona stosunkowo sztywna, cienka warstwa mieszanki gruntu i cementu ulega skurczom i pęknięciom, także pod wpływem obciążeń na słabonośnym podłożu. Wpływ wody gruntowej czy opadowej dopełnia destrukcji w krótkim czasie. Tymczasem wykonana stabilizacja w założeniu winna stanowić fundament dla pozostałych warstw konstrukcji drogi. Wielu projektantów zrozumiało już tę bezsensowną formę stabilizacji i promuje stosowanie stabilizacji gruntu spoiwami hydraulicznymi w warstwach 25±35 cm czasem z użyciem dodatków chemicznych, wpływających na jej większą trwałość i odporność na pęknięcia skurczowe. Można temu przyklasnąć, wszak dostępny sprzęt pozwala profesjonalnie wykonać stabilizację na głębokości 40 i więcej centymetrów. A to już ma sens.
Jednakże w tym przypadku najczęściej zapomina się, że tak wykonana stabilizacja, oprócz właściwości trwałej, wysokiej nośności posiada cechę nieprzepuszczania wody. Tworzy przeponę tak dla wód niżej położonych, jak i znajdujących się nad warstwą. Stworzenie bariery dla kapilarnego podciągania wody to ochrona wyższych warstw konstrukcji nawierzchni przed wysadzinami w okresie zimowym. Natomiast brak odwodnienia warstwy ułożonej nad stabilizacją powoduje w zimie zamrożenie zalegających tam wód i wysadziny górnych warstw nawierzchni. Takie przypadki najczęściej spotyka się na placach parkingowych np. supermarketów, ale i na szerokich pasmach dróg. Wykonana prawidłowo 25±35 cm warstwa zastabilizowanego środkami hydraulicznymi (w przypadku gruntów wysadzinowych z dodatkiem chemicznym) podłoża gruntowego stanowi kapitalne oparcie dla pozostałych warstw przyjętej konstrukcji nawierzchni. Jest ona błogosławieństwem na czas prowadzenia pozostałych robót, gdyż spełnia rolę dróg tymczasowych czy technologicznych podczas realizacji całego przedsięwzięcia. Przy uzyskaniu modułu odkształcenia E2>100-120 MPa pozwala, w wielu przypadkach, zrezygnować z dodatkowych wzmocnień np. geokratami czy stosowania grubych warstw tłucznia, łupka lub innych materiałów sypkich stabilizowanych mechanicznie. Tym samym stanowi dużą korzyść także dla inwestora, który zadanie może zrealizować w krótszym czasie i przy angażowaniu mniejszych środków finansowych. Trzeba pamiętać, że zastabilizowane mechanicznie grube warstwy kruszywa czy piasku stanowią tylko czasowo zespolony materiał. Pod obciążeniem dynamicznym ruchu drogowego lub wpływem wody opadowej czy gruntowej elementy kruszywa i ziarna piasku ulegają najpierw drobnym, a następnie coraz większym przesunięciom, aż efekt tego procesu pojawi się na górnej nawierzchni w postaci różnych niebezpiecznych odkształceń, powodując w końcu destrukcję nawierzchni. Im grubsze warstwy, tym większe prawdopodobieństwo takich zjawisk. Szczególnie, gdy użyty materiał nie jest najlepszej jakości.
Fot. 2.
Zmniejszenie grubości warstw podbudowy z materiałów sypkich na zastabilizowanej warstwie podłoża ogranicza przemieszczanie ich ziaren, a tym samym minimalizuje ewentualne odkształcenie górnych warstw nawierzchni objawiające się w postaci np. kolein. Czyż trzeba więcej dla przyszłego użytkownika i zarządzającego drogą? Wszak takie rozwiązanie pozwoli wykorzystać pulę środków finansowych przeznaczonych na permanentne naprawy nawierzchni w tych samych często miejscach, na nowe inwestycje lub właściwą odbudowę większej ilości dróg.
Nie zawsze jednak wykonana stabilizacja przynosi spodziewany efekt. Przytoczę przykład, gdzie zastosowana stabilizacja wywołała odwrotny od zamierzonego skutek. Duży parking przed obiektem handlowym został wybudowany na gruntach wysadzinowych. Aby uniknąć wymiany ogromnej ilości gruntu podjęto decyzję o jego stabilizacji. Decyzja w dzisiejszej dobie słuszna z wielu względów. Stabilizacja była technicznie i technologicznie możliwa do wykonania, a bezwzględnie uzasadniona i korzystna ekonomicznie. Wykonano ją w miarę poprawnie, jednakże nie wzięto pod uwagę szczegółów i konsekwencji, jakie rym samym stworzono. Przewidziano, jak zawsze, odprowadzenie wód opadowych do wpustów ulicznych z górnych nawierzchni kostki drogowej i asfaltobetonu. Niestety zapomniano o tym, że wykonana warstwa stabilizacji stworzy dodatkowo nieprzepuszczalną przeponę dla wód, które znajdą się w podbudowie bezpośrednio pod ww. nawierzchnią.
Krawężniki na ławie betonowej, ścianki wpustów ulicznych i studzienek czy fundamenty różnych murków stworzyły przegrody dla wody spływającej po powierzchni zastabilizowanej warstwy. Ponieważ nastał okres zimowy w którym uzewnętrzniają się wszelkie niedoskonałości i błędy rozwiązań konstrukcji nawierzchni drogowych, nie trzeba było długo czekać na skutki. Przez fugi kostki, szczeliny przy krawężnikach, miejsca połączeń pasm układanej nawierzchni mineralno-bitumicznej, odkryte grunty wokół zieleńców i drzew, wody opadowe przedostały się nad nieprzepuszczalną warstwę stabilizacji i nie mając możliwości odprowadzenia do sączków lub kanalizacji... zamarzły. Efekt był natychmiast widoczny (fot. 1. 2 i 3 ) w postaci wybrzuszeń, pęknięć, załamań nawierzchni.
Nie tylko brak rozwiązania odprowadzenia wód znad warstwy zastabilizowanej był tu przyczyną odkształceń, ale także rutynowe przyjęcie spadków zastabilizowanej warstwy w granicach 0,5±2 % tak, jak górnej nawierzchni oraz zbyt mała. w tym przypadku, grubość warstwy kruszywa czy piasku pod nawierzchnią asfaltobetonową, które także były błędne. Wnikająca woda zamarzała w każdym miejscu pod górną nawierzchnią.
Fot. 4.
Na fotografii nr 4 widzimy przekrój nawierzchni, gdzie wykonana z użyciem cementu i dodatku EN-1 stabilizacja gruntu gliniastego o grubości warstwy 30±35 cm stanowi wyraźną barierę dla podciągania kapilarnego wody gruntowej. Natomiast zbyt mała warstwa tłucznia (6±7 cm!) pod warstwą asfaltobetonu nie stanowi właściwego odprowadzenia pojawiającej się tam wody opadowej, która, na skutek wahań temperatury wokół 0°C w okresie zimowym, zamarzając spowodowała zniszczenie górnej warstwy nawierzchni.
Rys. 1. Rozwiązanie grożące zniszczeniem nawierzchni na skutek zamrożenia wód
w miejscach nie mających zapewnionego odwodnienia.
Rys. 2. Propozycja odwodnienia miejsc szczególnie narażonych na zamrożenie
wód pod nawierzchnią.
Natomiast tam, gdzie warstwa asfaltobetonowa przylegała bezpośrednio do zastabilizowanej warstwy, woda się nie dostała nad stabilizację i nie wyrządziła szkód. Próbka z odwiertu potwierdziła ten fakt (fot. 5).
Fot. 5.
W opisanym przykładzie stabilizacja była przekleństwem dla inwestora, gdyż był on zmuszony wykonać konstrukcję parkingu od nowa. Czy to była wina stabilizacji? Nie. To była wina projektanta i wykonawcy robót, którzy dopuścili do takiej sytuacji. Z pewnością czytelnicy znają wiele podobnych przypadków zniszczenia nowych nawierzchni parkingów i dróg po okresie zimowym, dziś pełnych łat i śladów napraw. Czy przynajmniej skutecznych?
Szkoda, że rutyna i brak wyobraźni zazwyczaj skutkują problemami i dodatkowymi kosztami.
A można pomyśleć wcześniej, z wyobraźnią nie szablonowo i rutynowo. Zastanowić się co nastąpi, gdy woda dostanie się nad stabilizację i ulegnie zamrożeniu (rys. 1).
Tak więc należałoby, po pierwsze, dążyć do zwiększenia spadków powierzchni zastabilizowanej np. do 3±5 % i ułożenia na niej dodatkowo odpowiedniej geowłókniny aby jak najszybciej umożliwić odprowadzenie ewentualnie gromadzącej się wody.
Po drugie, w najniższych miejscach przewidywać sączki z rur drenarskich lub dreny z kruszywa w połączeniu z geotekstyliami (rys. 2).
Po trzecie, w bocznych ścianach wpustów ulicznych i studzienek umieszczać otwory celem odprowadzenia wód bezpośrednio do kanalizacji deszczowej.
W krawężnikach czy fundamentach zastosować szczeliny, rurki, drobne przepusty umożliwiające odpływ wody poza strefę przemarzania.
Można też decydować się na pokrycie emulsją warstwy zastabilizowanego gruntu, a następnie bezpośrednio warstwą wiążącą i ścieralną z mas mineralno-bitumicznych. Nie zawsze jednak takie rozwiązanie można zastosować, ale jest ono możliwe i trwałe. W tym przypadku należy wykazać bardzo staranne działanie dla zapewnienia ścisłego połączenia poszczególnych warstw, aby nie dopuścić do wnikania wody.
Bardziej bezpiecznym rozwiązaniem jest ułożenie na wykonanej stabilizacji warstwy 20±30 cm np. z tłucznia, a następnie warstw górnej nawierzchni.
Wielu może zwrócić uwagę, że warstwę stabilizacji można wykonywać głębiej pod nawierzchnią. Racja, ale wtedy warstwy tłucznia będą grubsze i możliwość odkształceń nawierzchni pod wpływem osiadań się zwiększa. Ot i problem do dyskusji.
Artykuł niniejszy z uwagi na ograniczone możliwości, nie pozwala przedstawić konkretnych rozwiązań, których może być wiele w zależności od potrzeb i lokalnych uwarunkowań. Zamiarem moim jest zwrócenie uwagi na konsekwencje zastosowania warstwy zastabilizowanego gruntu pod kątem powiązania z odwodnieniem podbudowy nawierzchni i koniecznością przedstawiania rozwiązań odwodnienia w szczególnych miejscach dotąd nie zawsze uważanych za istotne. Zbagatelizowanie tego zagadnienia może skutkować budową od nowa całej nawierzchni, a w najlepszym przypadku kosztowną i nie zawsze skuteczną naprawą miejsc wciąż narażonych na destrukcyjne działanie zamarzającej wody.






