Artykuł z czasopisma "Magazyn Autostrady" 4/2003
Zbigniew Bukowski
Właściwa stabilizacja spoiwami gruntów podłoża to podstawa trwałej konstrukcji drogi.
Wzmacnianie podłoży tak, ale jak?
Wzmacnianie słabych podłoży jest przeprowadzane różnymi technologiami i metodami. Czy znane i stosowane sposoby wzmacniania gruntów pozwalają im na długo zachować cechy i właściwości z dnia odbioru? Czy przyjęte rozwiązania są na tyle trwałe, by nie ulec zbyt szybko destrukcji na skutek chociażby niewielkich zmian otoczenia? Czy materiał zastosowany przy wymianie słabonośnego gruntu był właściwy? Można mieć wątpliwości obserwując to, co często się dzieje z nowymi lub stale remontowanymi drogami.
Istniejące grunty w podłożach nawierzchni drogowych nie zawsze są właściwie oceniane i wykorzystywane dla przyjęcia optymalnej konstrukcji drogi. Rozwiązania konstrukcji nawierzchni drogowych przyjęte w Rozporządzeniu Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 2 marca 1999 r. są właściwe dla podłoży z gruntów niewysadzinowych, niewrażliwych na większe oddziaływanie wody i mrozu. Są to grunty zakwalifikowane do grupy nośności G1, np. rumosze niegliniaste, żwiry, pospółki, piaski, żużle. Grunty te nie wymagają zwykle wzmacniania ani wymiany.
Tu sprawa jest jasna i nie powinna stwarzać problemów tak w zaprojektowaniu konstrukcji drogi, jak i uzyskaniu jej niezmiennie dobrej jakości i długoletniej trwałości.
Natomiast pojawiają się problemy, gdy mamy do czynienia z gruntami, które zalegają bezpośrednio pod konstrukcją drogi, a charakteryzują się utratą nośności w razie nadmiernego nawodnienia, pęcznienia czy destrukcyjnego oddziaływania mrozu. Grunty takie, jak gliny, iły, piaski gliniaste, pospółki i zwietrzeliny gliniaste zaliczane do wysadzinowych lub wątpliwych, a zaszeregowane do grup nośności G2-G4,aby mogły stanowić właściwe podłoże - wymagają doprowadzenia do cech nośności gruntów G1.
Spełnienie podstawowego warunku, tj. niedopuszczenie do nawodnienia warstw w strefie przemarzania jest często tylko teoretyczne. Obniżenie zwierciadła wody w koronie drogi, np. poprzez rowy, dreny jest bezwzględnie konieczne, ale na nic się nie zda, gdy wystąpią skrajnie niekorzystne warunki klimatyczne, roztopy, powodzie. Ileż to razy przekonano się, że nawierzchnie drogowe zbudowane wg klasycznej konstrukcji, czyli: warstwa odcinająca z piasku, kruszywo stabilizowane mechanicznie i warstwy bitumiczne zostały zniszczone podmyciem w wyniku długotrwałych deszczy czy awarii pobliskiego wodociągu. Można więc przypuszczać, że przyjęte rozwiązania były niewłaściwe. Wszak podbudowy wykonane tylko z materiałów sypkich są mało odporne nawet na niewielkie zmiany w podłożu. A co dopiero, gdy podłoże jest zbudowane z gruntów słabonośnych, które niestety występuje dość często, szczególnie w południowej części naszego kraju.
Aby na takich gruntach zbudować właściwą konstrukcję drogi, najczęściej przyjmuje się następujące rozwiązania wzmocnienia istniejącego podłoża:
- Wymiana gruntu, np. na pospółkę. Jest to wymiana sięgająca często głębokości 50±100 cm i więcej! Pomnóżmy to przez powierzchnię drogi, a otrzymamy ogromne, sięgające często wielu setek tysięcy metrów sześciennych, pracochłonne, kosztowne prace ziemne i transportowa z odległych miejsc.Do tego dochodzi warstwa odcinająca z piasku (znów przywóz tysięcy m3) lub geomata, co dodatkowo podnosi koszty budowy.
- Wzmocnienie podłoża warstwą kruszywa łamanego zastabilizowanego mechanicznie. Dla tej samej zasadniczej konstrukcji drogowej trzeba przyjąć wymianę gruntu na około 30-50 cm warstwę kruszywa łamanego oraz warstwę odcinającą z piasku lub geomatę. Wszystko to wiąże się z pracami ziemnymi i przywozem z odległych często miejsc niezbędnego materiału.
- Metody mieszane, tj. połączenie wymiany gruntu na pospółkę lub kruszywo łamane z wykorzystaniem geosiatek, geowłóknin czy wykonaniem stabilizacji cementem (wapnem, popiołami) górnej warstwy podłoża. Tak wzmocnione podłoże pod właściwą konstrukcją drogową to warstwa grubości około 30±70 cm. Co też, jak poprzednia metoda, wymaga znacznych nakładów finansowych na wywóz słabego gruntu, przywóz materiałów zamiennych i wykonanie pracochłonnych i kosztownych prac dla osiągnięcia wymaganej nośności podłoża.
W czasie realizacji robót wszyscy uczestnicy procesu inwestycyjnego dokonują starań, aby spełnić wymagania polskich norm, rozporządzeń, aprobat, atestów, badań i odbiorów. Pozytywne oceny rozwiązań i wyniki badań powodują przyjęcie wzmocnień jako właściwych dla zasadniczej konstrukcji drogowej.
Jak można zauważyć, za wyjątkiem stabilizacji spoiwami hydraulicznymi, najczęściej proponuje się wymianę gruntu na materiały sypkie, czasem odseparowane od niższych warstw elastyczną geomatą lub geosiatką.
Tym sposobem niniejszy etap robót drogowych uważa się za wykonany właściwie, co pozwala przystąpić do dalszej budowy zasadniczej konstrukcji drogi, ale czy zawsze tak można sądzić? Czy tak jest rzeczywiście?
Fot.1. Zastabilizowane na 35 cm podłoże gliniaste pod ruch ciężki na terenie Bazy Paliw w Radzionkowie (2001 r.), wykorzystywane do transportu i montażu na budowie.
WYMIANA GRUNTÓW CZY STABILIZACJA?
Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytania: Czy mieliśmy pełną informację o stanie gruntu rodzimego, zalegającego pod wykonanym wzmocnieniem? Czy tak wykonane wzmocnienie jest odporne na wypłycone poprzez wymianę gruntu np. istniejące pustki (kawerny) nie wykryte odwiertami geologicznymi? Czy wytworzone niewielkie nawet usuwisko lub wymycie wodami gruntowymi nie zburzy po krótkim czasie tak przyjętego stanu wzmocnienia? Czy tak naprawdę na całym zadaniu w 100% zastosowano właściwe jednorodne kruszywo łamane nie podatne na rozdrabnianie, ścieranie i dalsze zagęszczanie? A może zasypano materiałem odpadowym z pobliskiej hałdy czy składowiska? Czy w przypadku drobnych sączeń wody, czasowo podnoszącego się poziomu wody założona geomata zapobiegnie przesunięciom cząsteczek materiału zastosowanego po wymianie gruntu, a sama nie ulegnie przemieszczeniu?
Jeśli nie, to takie wzmocnienie będzie po niedługim czasie skutkować destrukcją zasadniczej konstrukcji nawierzchni. O czym możemy się przekonać na naszych drogach.
Po drugie: Jakież znaczenie ma dla stanu pozostałych warstw wzmocnionego podłoża, podbudowy czy górnej konstrukcji nawierzchni znana i stosowana od lat klasyczna stabilizacja gruntu cementem, wapnem czy popiołami wykonana w warstwie 10 czy 15 cm?
Przeprowadzona nawet z dużą starannością stabilizacja cementem 10-15 cm warstwy gruntu piaszczystego po odbiorze jest przykrywana np. 30-40 cm warstwą kruszywa z zaleceniem stabilizacji mechanicznej.
Już w trakcie tych prac, tj. procesu zagęszczania pod dynamicznym obciążeniem walca. np. 10 ton. wykonana wcześniej stabilizacja cementem ulega pęknięciom, połamaniu i nie stanowi odtąd żadnej trwałej podstawy. Dodatkowo ewentualne naturalne nawodnienie powoduje już całkowitą destrukcję początkowo scalonej warstwy i po stabilizacji pozostaje tylko protokół odbioru.
Niestety, projektanci nagminnie stosują takie rozwiązania. Nikt nie sprawdza przecież stanu stabilizacji dolnych warstw po ich przykryciu!
Podobnie wygląda sprawa ze stabilizacją gruntu wapnem czy popiołami. Proponowane warstwy 10-15 cm pod wpływem oddziaływań natury po pewnym czasie praktycznie stają się symboliczne i bez znaczenia. Dlaczego wobec tego są przewidywane w projektach i stosowane w realizacji? Ano dlatego, że od wielu lat nie znano innych materiałów do stabilizacji. Cement i wapno są ogólnodostępne, a mieszanie z gruntem pozornie jest proste i wynika z proponowanego w opisach technicznych od lat sprzętu, tj. w betoniarkach (!) lub sprzętem rolniczym (!).
Ponadto są stosowane normy, metody badań laboratoryjnych, które nijak się mają do sposobu realizacji robót i wyników badań w terenie. Wobec tego w kosztorysach przetargów ujmowane są jako wytyczne archaiczne normatywy wg KNR czy KSNR, które nie uwzględniają obecnych możliwości techniczno-technologicznych. Wszystko to tworzy zamęt i sprzyja traktowaniu stabilizacji jako czynności trzeciorzędnej, a nie jako podstawy dla dalszych warstw konstrukcyjnych. Nie wspominając o poziomie wycen niniejszych robót. A przecież od kilkunastu już lat do stabilizacji gruntów używany jest specjalistyczny sprzęt (frezarko-mieszarki), umożliwiający zaprogramowane mieszanie gruntu i określonych spoiw do głębokości 40±50 cm, przy wydajności 2000-3000 m2/dzień.
Jak to możliwe, że w dobie ogromnego postępu technicznego we wszystkich branżach budowlanych, właśnie w drogownictwie z uporem stosuje się pozorną stabilizację gruntów, która ma stanowić podstawę dla wzmocnionego podłoża? Takie rozwiązania ze strony projektantów, przy akceptacji całej palestry zatwierdzających i przyjmujących do realizacji przedstawicieli inwestora przekazuje się wykonawcom do bezdyskusyjnego wykonania w ramach dyscypliny zamówień publicznych. Równocześnie żąda się od wykonawcy gwarancji 5 lat! Czy projektant daje taką gwarancję na stabilizację 10 cm warstwy gruntu?
Przykład: ulepszanie podłoża realizowanego obecnie etapu DTS w centrum Katowic, budowa kolejnego odcinka autostrady A-4. obwodnica Jędrzejowa droga nr 7. droga ekspresowa S-l Skoczów-Cieszyn i wiele innych bardzo poważnych zadań. Wszędzie zaprojektowana jest stabilizacja gruntu podłoża na 10±15 cm! Jednocześnie w specyfikacjach technicznych i projektach znajdują się propozycje mieszania w betoniarkach piasku z cementem dla ulepszenia podłoża w ilościach często po kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych! Czy nikt nie jest władny tego zmienić?
Czyż nie można by nowoczesnym sprzętem wykonać konkretnej stabilizacji i scalić warstwy istniejącego gruntu o grubości 35±40 cm, a tym samym zmniejszyć ogromnych ilości przywożonych materiałów sypkich wzmacniających podłoże lub podbudowę, osiągnąć celu mniejszym kosztem? Miejmy nadzieję, że kiedyś rozsądek ekonomiczny zwycięży.
KAŻDE GRUNTY G2, G3, G4 WINNY BYĆ W PIERWSZYM RZĘDZIE PODDANE TRWAŁEJ STABILIZACJI GHEMOMO-FLZYCZNEJ.
Trwałe scalanie słabonośnych. wysadzinowych gruntów podłoża winno być bezwzględnym obowiązkiem w pracach drogowych. Tak jak w budynku trwały i wytrzymały fundament decyduje najbardziej o stateczności i trwałości obiektu, tak w drogownictwie podłoże konstrukcji nawierzchni stanowi o jej niezmiennie dobrej jakości.
Wiele czasu, opracowań i rozważań poświęca się, jakże oczywiście istotnym dla ruchu, górnym warstwom nawierzchni, mniej już podbudowom, a niestety najmniej wzmacnianiom podłoży. Nie przez wymianę na inny, często nie lepszy materiał, ale przez trwałe ulepszenie istniejącego gruntu należy dążyć do osiągnięcia cech G1. Dopiero w przypadku, gdy niemożliwe jest scalenie i ulepszenie istniejących gruntów, podejmować należy decyzję o wymianie. Wymieniony materiał powinno się przynajmniej częściowo scalać i spajać w monolityczne warstwy stanowiące półsztywne lub podatne przepony. Takie solidne przepony o grubości 30-40 cm mogą pełnić funkcje „kowadła" dla dalszej konstrukcji nawierzchni obciążonej ruchem drogowym.
Jeśli decydujemy się na stabilizację cementem, wapnem lub popiołami aktywnymi, to niech to będzie warstwa nie mniejsza niż 25 cm, a dochodząca do 40 cm. W przypadku gruntów wysadzinowych do podstawowych spoiw hydraulicznych winny być dodawane środki uszlachetniające, np. jonowymienne, które nie tylko zwiększają zagęszczenie i nośność, ale eliminują pęknięcia skurczowe, podnosząc - dzięki cechom wodo- i mrozoodporności powstałego materiału - wieloletnią trwałość spojenia chemicznego. Zaleta rak wykonanej stabilizacji jest możliwość korzystania z niej już po 24 godzinach, np. przez obciążenie ograniczonym ruchem technologicznym na budowie. Także po tym czasie wykonywanie na niej warstw podbudowy nie stwarza niebezpieczeństwa, że zastabilizowana warstwa popęka pod wpływem zagęszczania mechanicznego.
Za granicą od dawna, a w Polsce od paru lat realizowane są zadania w oparciu o konkretną stabilizację gruntów, szczególnie gliniastych. Przy zachowaniu wymogów technologicznych uzyskane wyniki przekraczają często oczekiwania, gdyż otrzymane nośności znacznie przewyższające E2,>120 MPa są standardem, a trwałość wykonanej stabilizacji (na przekór niedowiarkom) niezmienna jest od kilku lat, pomimo klimatycznych skrajności występujących w okresach zimowych i położenia wykonanych warstw bardzo płytko w strefie przemarzania, w wielu wypadkach także w środowisku wilgotnym lub czasowo nawodnionym.
Ponieważ zastabilizowana warstw a jest wodo-i mrozoodporna. można myśleć o zmniejszeniu robót ziemnych, a dalej o ewentualnym uszczupleniu warstw podbudowy zasadniczej.
Przykłady bardziej znaczących zastosowań wzmocnionych podłoży poprzez stabilizację np. warstwy 30±35 cm gliny i wykonania na niej zmniejszonej podbudowy oraz górnych warstw asfalto-betonowych w Polsce to:
- place manewrowe magazynów Buderus w Czeladzi (1998 r.);
- droga A4 w rejonie km 104 (1999 r. - fot. 2);
- płyta postojowa samolotów na lotnisku Katowice - Pyrzowice (2000 r. - fot. 3);
- place manewrowe i drogi pod ciężki transport na terenie Bazy Paliw w Radzionkowie (2001 r. - fot. 1);
- poszerzenie E-8 w rejonie odcinka Polichno - Wolbórz (2002 r.).
Tak powyższe, jak i wiele innych nawierzchni, pomimo oszczędnego rozwiązania jest w bardzo dobrym stanie do dziś.
Jak każde nowości, u wielu budzą one niedowierzanie. Zawsze też kilka osób przytacza zaraz przykłady, że „tam się rozleciało". Są to półprawdy. Jak w każdej branży zdarzają się niesolidni wykonawcy upraszczający lub wykazujący tendencje do „oszczędności" nawet w najlepszej technologii. Poddali glinę stabilizacji cementem bez dodatku uszlachetniającego lub nie zapewnili odwodnienia warstw podbudowy znajdującej się nad warstwą zastabilizowana, nawierzchnia popękała, a potem opowiadają, że stabilizacja się nie sprawdza. Tym samym blokują postęp, utwierdzając środowisko w starych, sprawdzonych rozwiązaniach, na których można więcej zarobić kosztem inwestora. Jakże trudno przełamać stereotypy przyzwyczajeń i zmienić mentalność tych, którzy za niezmienny wieczny kanon uważają następujący schemat: po wykonaniu koryta drogi najpierw musi być piaseczek, potem kamienie, a na górze asfalt. A nasze drogi muszą charakteryzować się koleinami, wybojami, dziurami i wiecznymi kosztownymi pseudonaprawami.
Miejmy nadzieję, że podejmujący nadal takie rozwiązania budowy dróg wreszcie odejdą od decydowania, a pojawiające się „jaskółki" myślenia w kategoriach postępu oraz innego podejścia do budowy dróg będą zdobywały coraz szersze uznanie.
Fot.3. Port lotniczy Katowice – stabilizacja podłoża gliniastego dla placu postojowego samolotów (2000 r.)
NAJWYŻSZA PORA, ABY WYMIANA GRUNTU NIE BYŁA NAJCZEŚCIEJ SPOTYKANYM ROZWIĄZANIEM WZMOCNIENIA PODŁOŻA.
Obowiązkiem i ambicją projektantów winno być najpierw ujarzmienie na miejscu istniejących słabonośnych gruntów podłoża (a nie prosta ich wymiana), podniesienie na trwałe jego nośności przez związanie chemiczno-fizyczne, uodpornienie na wpływ wody i mrozu, stworzenie podatnej, monolitycznej, skutecznej przepony pomiędzy słabonośnym podłożem a właściwą konstrukcją nawierzchni dla lepszego rozkładu obciążeń ruchem drogowym.
Jest to zadanie może trudne, w każdym przypadku indywidualne, ale na tym polega projektowanie, a nie na przepisywaniu stereotypowych rozwiązań. Z pomocą naukowców poszukujących przydatnych rozwiązań technologicznych z pewnością osiągnie się sukces. Natomiast inwestorzy już przekonują się, że można bardziej ekonomicznym sposobem też osiągnąć cel dobrej jakościowo drogi przez wiele lat. Nie trzeba nikomu chyba tłumaczyć porównania kosztów pomiędzy wymianą gruntu a jego stabilizacją dla podniesienia nośności podłoża. Jeśli ponadto solidna stabilizacja zapewnia trwałe oparcie dla właściwej nawierzchni i umożliwia zmniejszenie innych warstw konstrukcji, to czegóż jeszcze oczekiwać?
Czy warto porównywać koszt pseudostabilizacji na 10±15 cm z przynoszącym trwale znaczący efekt scalaniem gruntu na 35±40 cm? Chyba w kontekście wieloletniego użytkowania dobrej drogi warto na takie rozwiązania się decydować?
Wobec powyższego pilne staje się opracowanie wytycznych stosowania nowoczesnych technologii stabilizacji gruntów (także wysadzinowych) z użyciem specjalistycznego sprzętu. W przeznaczonych do realizacji lub projektowanych zadaniach drogowych należy bezwzględnie stosować wzmocnienie podłoża poprzez stabilizację spoiwami 30±40 cm warstwę istniejącego gruntu. Zmierzać do trwałego scalania dolnych warstw podbudowy pomocniczej, jeśli zdecydowano się na wymianę gruntu podłoża. Traktować wzmacnianie podłoża nie mniej odpowiedzialnie, niż widoczne na co dzień górne warstwy nawierzchni drogowej. Wszak nawierzchnię górną można poprawić, a wzmocnienie podłoża, które wpływa na całą konstrukcję drogi?
Miejmy nadzieję, że instytuty naukowe, pracownicy laboratoriów drogowych, naukowcy i studenci politechnik, pracownicy zarządów dróg i ambitni projektanci i wykonawcy będą poszukiwali rozwiązań na „TAK" dla trwałego scalania gruntów słabonośnych. wysadzinowych czy materiałów; których użyto do wymiany w podłożu drogowym.
Wdrażanie nowych, bardziej uzasadnionych ekonomicznie rozwiązań przyczyni się do stworzenia trwałych fundamentów dla nowych dróg i solidnej podstawy w przypadku rekonstrukcji lub remontu starych nawierzchni. Jeśli poruszony w tym artykule przykład wzmacniania podłoża znajdzie poparcie i zrozumienie, to doczekamy się trwalszych, dobrych dróg nie tylko na rok, a ograniczone środki finansowe przeznaczone na ich budowę (remonty) nie będą musiały być aż tak ogromne.

